Styczeń 2015

Dziel i zwyciężaj.

Nowy Rok już trwa w najlepsze prawie trzy tygodnie, piszę bowiem te słowa dwudziestego dnia pierwszego miesiąca AD 2015. Czytelnicy z pewnością zdążyli już na dobre przywyknąć do rutyny, która z szeroko otwartymi ramoniami i obliczem rozpromienionym szarością przywitała każdego po zakończeniu świętowania i przytuliła mocno, acz z charakterystyczną nijakością, do siebie. Tak więc pracownicy wrócili do pracy, studenci na uczelnie (obecnie przygotowują się do bojów z sesją), uczniowie do szkół (niecierpliwie czekając na ferie), a reszta ludzi – do swoich własnych obowiązków. Czyli – śmiem twierdzić – do codzienności, do tak zwanej normalności.

Rutyna nieodłącznie wiąże się z podziałami. Dzień dzieli się na części, w których gospodarzymy swoimi obowiązkami, wyznaczając im mniej lub więcej czasu. Spożytkowanie czasu to inna kwestia; wiele zależy od wystąpienia nowych przerzutów nowotworu złośliwego, z którym jednak da się żyć, a zwą go Leń. Ten z kolei uwalnia w człowieku niespotykane pokłady produktywności w takich dziedzinach, które jeszcze kilka minut wcześniej mogły być nieodkryte. Uważam, że Leń powinien dostać Nobla. Dzięki niemu bowiem mamy mistrzów marketingu, piłki nożnej, logistyki, rajdów samochodowych i wielu innych dziedzin, uprawianych namiętnie w świecie bitów i bajtów. Dzięki niemu mogłyby powstać prace naukowe na temat spychologii stosowanej i organizowania zadań do wykonania – gdyby tylko komuś chciało się te doświadczenia spisać, i wiele wiele innych…

Nasuwa się zatem hipoteza, że dobra organizacja czasu i możliwości mogłaby pozwolić pokonać nowotwór, a przez to ubarwić i uporządkować życie, które przecież wcale nie musi być szare i rutynowe.

Zatem czy warto poddać wszystko pod podział, zgodnie z zasadą „Dziel i zwyciężaj”, w sensie – dobrze podziel swój dzień i produktywność, i wygraj dzięki temu więcej czasu wolnego oraz radość?

Krótko, żeby nie pisać rozprawy doktorskiej. Warto i nie warto.
Warto dlatego, że poprawne rozdysponowanie zadań, które się pojawiają (także ich delegowanie innym, którzy lepiej się do tego nadają – z różnych powodów), potrafi zdziałać cuda w kwestii ogarniania się i trzymania w pionie, mobilizacji do działania. Przynajmniej na mnie bardzo dobrze działa okoliczność, gdy widzę, jak zadań do wykonania ubywa, a ich realizacja nie pozostawia wiele do życzenia.
Nie warto z kolei dlatego, że zawsze (naprawdę – zawsze) pojawia się niebezpieczeństwo, że ktoś przedobrzy i zaplanuje dzień co do minuty. A wtedy, gdy plan się wysypie, trzeba naprawdę mieć mocną głowę i nerwy, elastyczne myślenie i odrobinę dystansu do wszystkiego, żeby tak poprzestawiać wszystkie punkty programu, żeby mimo wszystko jak najwięcej zrealizować, a jak najmniej czasu stracić. Konia z rzędem temu, komu się to udaje w stu procentach – przyznaję się bez bicia, iż mimo że próbuję, idzie mi kiepsko szczególnie z wytrzymałością nerwową.

Ujmując rzecz krótko: dzielić – moim zdaniem – trzeba, ale umiejętnie. A do zwyciężania jest potrzebna wprawa, mobilizacja i doświadczenie.

Nie byłbym jednak sobą, gdyby mój tekst nie był multitematyczny.
Na informatyce w liceum uczono mnie o różnych metodach sortowania danych. O ile dobrze pamiętam, był nawet rozdział w książce zatytułowany „Dziel i zwyciężaj”.
Jakież było moje zdziwienie, gdy to samo hasło przeczytałem także jako komentarz do jednej ze wskazówek do metod przejęcia kontroli nad społeczeństwem (światem?) pewnego wschodniego mistrza. Tym większe zdziwienie, a jednocześnie i przerażenie, wywołuje fakt, że to straszna prawda, mająca znakomite odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Rzecz w tym, że wśród podziałów, racji i argumentów można się łatwo zamotać. Ironia jednak jest w tym, że choć teoretycznie to dzielący zwycięża na objęciu takiej strategii (o czym za chwilę), to jednak w praktyce też ma ordynarnie przekichane.

Jakiej partii politycznej sprzyjasz? Jakiego jesteś wyznania? Jaką szkołę skończyłeś? Jakie wykształcenie posiadasz? To tylko niektóre pytania, pozornie błahe, które mogą być przyczynkiem podziałów. Zadaje je społeczeństwo – ludzie samym sobie. I to społeczeństwo – ludzie – jest tym, kto na tym traci. Dlaczego? Bo zawsze znajdzie się jednostka lub grupa, której coś się nie spodoba, a będzie zapalczywa i zaborcza w stosunku do pozostałych. O konsekwencjach takich poczynań pozwolę sobie nie pisać, wierzę bowiem, że Czytelnicy są doinformowanymi choćby w kwestii zamachów radykalnych muzułmanów we Francji i wielu podobnych akcji.
To samo dotyczy sytuacji partyjnej. Zwolennik PiSu jest pisiorem, którego odsądza się od czci i wiary. Zwolennik PO jest pobratymcem zdrajców, którzy stworzyli obecnie panujący system polityczny. Vide media.

(autocenzura – akapit, który tu był postanowiłem wyciąć, ze względu na osobisty charakter przemyśleń)

W świecie samochodowym jest dokładnie tak samo, choć nie tak brutalnie. Dziwnym trafem, działa wiele klubów samochodowych, ukierunkowanych na konkretne marki, modele. To też rodzaj podziału. Czy coś w tym złego? Nie, dopóki członkowie (lub klub jako instytucja lub osoba prawna) nie wdają się we wzajemne docinki, potyczki, kopanie dołków pod sobą lub narzucanie wyższości.

No właśnie… Po kiego grzyba to narzucanie wyższości?
Jako że wierzę w tolerancję (w poprawnym znaczeniu tego słowa), napiszę „Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego”. Moim zdaniem, trzymanie się tej zasady elementarnie przez każdego, mogłoby znacznie załagodzić wszystkie, absolutnie wszystkie spory. Skoro mam prawo do wolności, inni też. Skoro mam prawo żyć, inni też.
I to prowadzi mnie do końca tego tekstu. Bo postawienie stwierdzeń „Mam prawo wyśmiewać? Wyśmiejcie i mnie” albo „Mam prawo zabić? Zabijcie i mnie” już jest punktem zapalnym albo przynajmniej skłaniającym do przemyśleń, natomiast „Mam prawo być wyżej od innych” stawia konstruktywne votum w postaci „A na jakiej podstawie?”, na które w rozumieniu wcześniej zacytowanego przykazania miłości bliźniego nie ma dobrej odpowiedzi.

I dlatego temu komuś, kto w kontekście społecznym do „dziel” dołączył „zwyciężaj” dziękuję za współpracę. Niniejszym zwalniam Cię z pracy, bezterminowo, z wilczym biletem.

Dodaj komentarz